Działka moja pasja



 

Moja przygoda z działką

 

Pomysł kupienia działki zrodził się w sposób nieoczekiwany. W słoneczne, czerwcowe popołudnie 2013r. wybrałam się z siostrą na spacer w okolice Parku Ostrowska. Po przejściu kilkuset metrów znalazłyśmy się przed bramą Rodzinnych Ogródków Działkowych „Dolinka”. Dzięki uprzejmości przypadkowo spotkanego działkowicza weszłyśmy na teren ogródków i zatrzymałyśmy się przy tablicy ogłoszeń. W sekundę zrodził się pomysł, aby kupić mamie działkę w prezencie. Odnotowałyśmy numery działek na sprzedaż i wyruszyłyśmy w drogę. Alejkami pięłyśmy się w górę, by po chwili schodzić po stromym zboczu w dół. Przyglądałyśmy się działkom, dokonywałyśmy oceny ich przydatności do naszych możliwości finansowych i fizycznych. Spośród obejrzanych działek wybrałyśmy pięć, aby pokazać mamie, która była najważniejszym ogniwem naszego pomysłu.

W następnym roku nasza zapalona ogrodniczka planowała zakończyć pracę zawodową i wolny czas mogłaby poświęcić działce. Już przy wyjściu, obok domu działkowca natknęłyśmy się na Pana Prezesa, który w rozmowie z nami podkreślał korzyści i uroki płynące z posiadania działki.

Ogródki opuszczałyśmy w dobrym nastroju, a w naszym planie strategicznym ujęłyśmy jeszcze jedną działkę, dotychczasowy plac zabaw. Na kolejny spacer wybrałyśmy się już we trzy. Szybko i zgodnie podjęłyśmy decyzję. Jako naszą wymarzoną działkę wybrałyśmy plac zabaw, który posiadał wiele zalet, min: był położony blisko wejścia, miał równy teren, dwa drzewka: wiśnię i wierzbę, oraz przepiękną studnię z drewnianą cembrowiną i daszkiem. Pan Prezes z niedowierzaniem spoglądał na mnie - przyszłą właścicielkę: nie mówił, że nie wierzy w moje możliwości, ale sugerował, jak ważne jest, aby działka przy głównej alejce była reprezentacyjna.

Dość szybko podpisałam umowę i oto zostałam właścicielką działki i członkiem Polskiego Związku Działkowców. Przed przystąpieniem do jakichkolwiek prac należało usunąć sprzęt znajdujący się na placu zabaw. Z tym poradził sobie gospodarz ogrodu, a ja zajęłam się organizacją przywozu ziemi. Wywrotki kursowały, a ziemi było wciąż mało i mało….W kolejności nastąpiło podłączenie wody i prądu, wymiana siatki w ogrodzeniu, wyrównanie terenu i posadzenie tui wzdłuż ogrodzenia. Sporo czasu zajęło nam usuwanie kamieni. Przy studni posadziłam wrzosy i krokusy, a także nową wierzbę. Jeszcze jesienią swoje miejsce na działce znalazł migdałowiec, perukowiec, bukszpany i kilka krzaków róż. Zaplanowałyśmy miejsce na warzywnik, kompostownik, domek z werandą, trawnik i klomb z kwiatami. Wiosną zakwitły krokusy, róże powędrowały koło furtki, a ich miejsce zajęły maliny. Trochę przeraził nas ogrom pracy czekającej nas w pierwszym sezonie. Zmobilizowałam do pomocy przyjaciół i znajomych, i ostro zabraliśmy się do prac polowych. Działkowcy służyli radą, wyrażali opinie, pożyczali sprzęt, przynosili rośliny, częstowali kawą i herbatą, dodawali otuchy. Najbardziej czasochłonne okazało się przygotowanie terenu pod trawnik. Grabiliśmy i równaliśmy ziemię nieskończoną ilość razy. Wreszcie ziemia została zwałowana i wysiałam trawę.

Każdego dnia jakaś niewidzialna siła ciągnęła nas na działkę. Pielenie chwastów, podlewanie, walka ze ślimakami pochłaniały sporo czasu, powodowały zmęczenie, ale też wywoływały uśmiech na twarzy. Znajomi znacząco pukali się w głowę


i nie mogli zrozumieć naszego zachwytu nad tym, co właśnie robimy na działce. Mama, mianowana Głównym Ogrodnikiem rządziła się w warzywniku, który obsadziła aksamitkami. Z uwagą doglądała wschodzące ogórki, buraczki, marchewkę i pietruszkę. Sporą niespodziankę sprawił nam miniaturowy pomidorek, który okazał się pomidorem gigantem, osiągnął wielkość krzaka porzeczki i uzurpował sobie prawo do przestrzeni należnej marchewce. Trawa na trawniku rosła powoli, natomiast ta, za ogrodzeniem wymagała szybkiej interwencji. Z pomocą przyszedł sąsiad, który mile nas zaskoczył i skosił trawę wokół naszej działki. Dzięki uprzejmości działkowiczów pojawiły się u nas zioła, juki, magnolia, kabaczki, ziemowity, piwonie i irysy.  Moja siostra, mimo że przebywa od nas ponad 12 000km., jest stale angażowana


w postęp prac, wybór roślin oraz nowe pomysły. To dzięki jej finansowej pomocy mogłyśmy z mamą zrealizować nasze marzenie o działce.W lipcu stanął upragniony drewniany domek z dużą werandą. Nareszcie można znaleźć schronienie przed deszczem, upalnym słońcem, schować narzędzia, po prostu usiąść i odpocząć.

Obfitość plonów mile nas zaskoczyła. Mama przygotowywała przetwory, kisiła ogórki, wkładała buraki w słoiczki, mroziła włoszczyznę. Wymieniała się przepisami, poznawała nowych ludzi. Śmiało mogę powiedzieć, że odkryła kolejną pasję-działkę. Jest koniec października, za nami cały sezon pracy.

Plac zabaw przeszedł ogromną metamorfozę.

Wraz z mamą doszłyśmy do wniosku, że fenomen ROD „Dolinka” tkwi, nie tylko w pięknym położeniu, dużej bioróżnorodności roślin, ale przede wszystkim w życzliwych, otwartych, pomocnych ludziach, którzy tworzą niezwykłą działkową społeczność. Bardzo dziękujemy za miłe przyjęcie. Myślę, że nasza przygoda z działką rozpoczęła się na dobre.

 

Właścicielka działki nr 170

 

Zmieniony (niedziela, 23 listopada 2014 11:38)